Zakonnica z piekła rodem
Objawiła się w kwietniu przed majówką. Zauważyłem rano przed Siekierezadą szczupłą postać, opatuloną kurtką z kapturem, lekko przygarbioną, łapczywie palącą szluga. Na pierwszy rzut oka wyglądała na taką z cyklu: „ma problemy i nie chciałbyś takiej ruchać, nawet na bezrybiu”. Przepraszam, bezcipiu. Ruszyłem nawet na Wetlinę. Dzwoni do mnie Groszek i relacjonuje:
– Jest tutaj taka laska i pyta, czy damy jej coś do jedzenia, bo jest biedna.
– Dajcie, pokarmu mamy dużo – zdecydowałem.
Dowiedziałem się później, że zamówiła od razu z górnej półki, łącznie z piwem. Okazuje się, że dzisiejsi biedni są mało skromni. Na drugi dzień zapomniałem o tym zdarzeniu. Pojechaliśmy z Baflem po deski na górę Horb. Zajeżdżamy od strony stajni i z przerażeniem widzę, że z przybudówki, dolepionej do północnej ściany, dymi się jak cholera. Otwieramy szybko wrota, wchodzimy, a tam jara się ognisko na dwa metry w górę, osmoliło więźbę dachową. Gasimy i szukamy śladów sprawstwa. Baflo wyszperał w rogu kartkę, liścik o treści:
„Dziękuję za gościnę. Przepraszam za spalony opał. Były to dwie najważniejsze noce w moim życiu. Rozmawiałam z Bogiem i dokonałam wyboru. Poświęcam się służbie Panu”.
Przeczytałem, zmiąłem z wściekłości i przemówiłem:
– To ta kurwa, którą wczoraj nakarmiliśmy.
Znaleźliśmy ją na przystanku autobusowym. Podszedłem i podetkałem jej fiszkę papieru pod twarz. Oświadczyłem:
– Dziękuję z całego serca, że nie puściłaś mnie z dymem, choć było blisko.
Coś tam zaczęła pierdolić o Bogu, że on ją tam skierował i były to najbardziej uduchowione momenty w jej życiu. Miałem ochotę kopnąć ją w ryj podczas tej tyrady, ale się powstrzymałem. Odchodząc, złożyłem życzenia:
– To idź śmiało do tego zakonu, bo już cię Bóg końskim chujem wyruchał w mózg i pozbawił dziewictwa intelektualnego. Jak widać po czynach twoich.
Zakonnica kurwa z piekła rodem odwiedziła naszą umęczoną wieś.
R