Węgiełka mnie oswoiła
Kot wybiera człowieka, kot wybiera dom, kot wybiera swoje życie. Czarna mama kicia, na pół dzika kotka, którą dostaliśmy w spadku po pani Uli, wydała w tym roku dwa mioty. Pierwszy, wiosenny, składał się z czarnej Węgielki i jej pstrokatego brata. Węgielka jest całkowicie czarnym stworzeniem. Jesteśmy bardzo zaprzyjaźnieni. To nie ja ją oswoiłem, tylko ona mnie. Hipnotyzuje codziennie tymi zielonymi oczkami, każe się karmić i głaskać. Zna już tembr mojej Skody, oczekuje rano mojej osoby. Przyglądając się wnikliwiej takiemu małemu pluszakowi, człowiek odkrywa, jak emocjonalne są kotki. Nabyliśmy z Węgiełką to, co najpiękniejsze na tej planecie – więź. Okazujemy sobie czułość i zrozumienie. Siadam nieraz za Siekierezadą na czerwonym, kuchennym krześle, mając na podołku tę czarną, mruczącą kulkę, łagodnieję od razu w środku i opowiadam jej bajki: o Baflu, o Pustaku, o Nowaku, o więziach, które tworzą misterną tkaninę naszego istnienia.
R