Śmierć bezbronnego stworzenia



Wiosna. Cieszymy się w naszej wsi, że słońce nas ogrzeje, wyrwie z zimowego letargu. Płazy też się radują, ale ich entuzjazm szybko kończy się na asfalcie. Drogi polskie, jak i użytkownicy tych traktów, mają to gdzieś, czyli nigdzie. Patroluję odcinek jezdni na wysokości mojego domu i przenoszę najczęściej ropuchy szare do stawu, gdzie zmierzają z nadzieją na przekazanie swych genów przyszłości. Kilkanaście tych pięknych stworzeń zgarnąłem żywych. Jednej parze się nie udało. Samica rozjechana, samczyk z uszkodzonymi tylnymi odnóżami pełznie w kierunku pobocza. Unoszę go w dłonie. Widać, że walczy o życie, ale już go nie utrzyma. Przenoszę go nad brzeg stawu. Co mam z tobą zrobić, jak ci pomóc? Ta bezradność jest koszmarna. Stacza się w odmęt wody, gdzie utonie, bo nie jest w stanie pływać. Tak mu tylko mogę pomóc. Niewarty jestem istnienia, jak tak mam pomagać bezbronnym stworzeniom.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R