Sklep na górce osierocony



Terka jest ładną wsią, słoneczną i przestrzenną. Charakterystycznym miejscem i cechą rozpoznawalną tej miejscowości jest stara dzwonnica pocerkiewna. Po jednej stronie drogi, a po drugiej sklep na górce, w którym królowała, odkąd pamięć moja sięga, pani Danusia. W tym galopującym świecie zmian i przekształceń było to wiecznie stałe miejsce. Potrzebujemy takich opok i skał, by tliła się w nas ta złudna nadzieja na naszą nieśmiertelność.

 

Kręcąc młynkiem buddyjskim, rowerem, w tamte rejony, za punkt programu miałem zawsze krótkie posiadanie pod sklepem z oranżadą w jednej dłoni i bułką w drugiej. Danusia miała swój niepowtarzalny styl żelaznej sprzedawczyni, jeszcze z czasów Gminnej Spółdzielni, starej szkoły prezesa Adamiaka i Kuzia. Lubi się takie miejsca, które są czymś więcej, niż pisze na szyldzie. Przy małym ruchu pani sklepowa wychodziła do siedzących na ławeczkach, zagadywała, ktoś rzucił żartem, inny przyniósł ciekawą plotkę. Taki tam terczański dom kultury. Zawsze można było liczyć na dobre towarzystwo drwali, spragnionych piwa po robocie, wśród nich mój kolega z podstawówki, Grzesiek. Pod koniec października Danusia opuściła swoją placówkę i nas. Wyszła na spacer w kierunku studennego, po kobiercu z barwnych, szeleszczących liści, pośród popielatych pni wiecznych buków, pod baldachimem ciemnozielonych jodeł. Będzie przechadzała się z zadumą nad swoim istnieniem. Nasza żelazna pani sklepowa. Żegnaj, Danusiu.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R