Salamandra
Sprzątam salę kominkową Siekierezady. Jestem dobrym i sumiennym pracownikiem, staram się zrobić to dokładnie. Lubię ład i harmonię – tę ideę fix, której nigdy nie zaznamy, ale dobra, dziękuję za jej substytut.
W rogu poruszyło się coś ciemnego. Myślałem, że mi się przywidziało. Schylam się i spostrzegam salamandrę, oklejoną pajęczynami i kurzem, wyczerpaną i odwodnioną. Pakuję ją delikatnie na szufelkę, wynoszę w trawę i zraszam wodą. Ślamazarnie potuptała w gąszcz traw.
Relacjonuję później zdarzenie załodze i ktoś sobie przypomniał, że dzień wcześniej jakiś człowiek pokazywał na skarpie przed Siekierezadą salamandrę dzieciakowi. I ten mały człowiek, w formie zabawki, przyniósł zwierzę do środka, porzucając je później jak pacynkę po obiedzie. Kilkanaście godzin to biedne stworzenie kluczyło po podłodze, poszukując wyjścia.
Ludzie, co z wami nie tak? Czego uczycie potomków? A właściwie, to dlaczego ich nie uczycie bycia człowiekiem?
R