Pszczoła i gąsienica
Druga dekada stycznia zmroziła wieś naszą na dwie dziesiątki stopni mrozu. Śnieg skrzy się połyskującymi diamentami. Zrzucam jego zwały z dachów szop i garaży, pod którymi stacjonują Studebakery, GMC, Chevrolety, Fordy, Internationale i inne produkty z epoki szlachetnej stali. Przy odśnieżaniu przyczepy Ammo Trailer M10 zauważyłem leżącą w śniegu pszczołę. Błękitne niebo i słońce umożliwiło im pierwszy oblot. Tej się nie udało. Podniosłem ją na dłonie i zacząłem chuchać na jej zmrożone ciałko. Po chwili drgnęła jedna nóżka. Wzmożyłem działania. Zaczęła tuptać w mej dłoni. Zaniosłem ją do domu, zapakowałem do małego pudełka i podlałem jej trochę miodu. Przekoczowała skutecznie noc. O świcie brzęczała już jak budzik. Poczekałem, aż słońce ogrzeje powietrze, i wypuściłem ją. Obrała kurs via Pasieka Mikołaja. Udało się, jest ocalona. Wracając, znalazłem jeszcze gąsienicę włochatą, która też się zagubiła w bieli. Podniosłem ją i ułożyłem pod okapem szopy w starym, ptasim gnieździe. Może jej też się powiedzie. Niech żyje wszelakie istnienie, razem dociągniemy do wiosny. Trzeba się wspierać w trudzie życia na tej pięknej ziemi.
R