Nie ma czym dojechać do dziewczyny
Przy barze koleś podbija do siekierowej barmanki. Wokół żartują, doradzają, miło się przekamarzają. Wychodzi że absztyfikant z Warszawy jest i chwilowo zabrali mu prawo jazdy. Coś tam wyłuszcza, że ciężko będzie tu jeździć w takim układzie do dziewczyny.
Odezwałem się:
- Jak kocha, to i na chuju dojedzie.
Konsternacja. Gość wydukał, że przecież nie o to chodzi i tak się nie powinno wulgarnie mówić. Odparowałem:
- Jak nie o to chodzi? Też byłem młody i chciałem, żeby dziewczyny zaopiekowały się moim chujem. Kurwa, coś źle tłumaczę?
R