Na chuj ci ona



Staszek wyłowił na rogatej sali w Siekierze ładną samicę. Wszystkie one są ładne, ale na odległość. Jak już stracisz czujność i weźmiesz sobie na chałupę, to się zadomowi, oswoi, a później cię zajebie – cytuję naszego wiejskiego filozofa Kazka.

 

Staszek zatem brnął w pierwszy etap tego twierdzenia. Samica wydawała się przychylną, ale jak już masz skosztować tego pysznego torta, to zawsze albo talerzyk ci się wyjebie na glebę, albo jakaś jebana mucha siądzie na łyżeczce. Tymi niespodzianymi czynnikami był w tym przypadku kolega Staszka, Krzysiek – znany jebaka i rozpłodnik. Podszedł do tej nieszczęsnej pary i zwrócił się do Staszka bez ceregieli:

 

- Odstąp mi ją, do ciebie nie pasuje.

 

Zbulwersował się Staszek i krzyknął:

- A na chuj ci ona?

- No właśnie – odpowiedział Krzysiek, ujął samicę pod ramię i wyszli z lokalu.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R