Karp Aureliusz umiera



Karp Aureliusz, pełnołuski, prawie dziesięć kilogramów wagi, był najstarszym mieszkańcem stawu przy Siekierezadzie. Jego poranne i wieczorne spławy były emanacją wschodzącego i zachodzącego słońca. Pięknie było patrzeć na jego złoty majestat w tym małym królestwie. Patrolował swe włości z dostojeństwem władczego majestatu, wypoczywał pod baldachimem wiekowych wierzb. Wiosna wybuchła nieokiełznanym, świeżym życiem. I nie wiedzieć czemu, karp Aureliusz umarł. Znalazłem go przy brzegu, opuchniętego rozkładem. Kiedyś złote łuski spłowiały jak miedziana śniedź. Ten dumny Bóg Ra zamienił się w smutne truchło. Jego blask zaczęły żreć larwy much. Pochowałem go na skraju jego królestwa, pod młodym dębem. Uznałem, że to będzie królewski pochówek. Na mogile położyłem płytę żółtego piaskowca, byśmy nie zapomnieli, że oto umarło słońce tego małego stawu. Żegnaj, karpiu Aureliuszu. Będzie mi brakowało twego cudownego lśnienia.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R