Echnatona i mój idealny świat



Początek listopada darzy słońcem. Echnaton wymodlił dla nas światłość. Nic nie wiedział o tej małej wsi pomiędzy górą Horb i Hon, ale wiedział, że wszyscy potrzebują ciepła i światłości. Patrzę na częściowy chaos za Siekierezadą i przepełnia mnie radość z harmonii mojego istnienia. Wiem i czuję to, że jest to najlepsza konfiguracja dzisiejszego dnia, ofiarowana mi przez rzeczywistość. Kotka Węgielka już nakarmiona i wygłaskana, kot Jasiek wybawiony. Kaczki na stawie pluskają się i czyszczą pióra. Dziadek za płotem grilluje kiełbasę zagórską. Czesiek elektryk z małżonką i suką Luną robią obchód wsi celem sprawdzenia, czy wszyscy żyją. Jęk żurawi już przebrzmiał w oddali. Oto czas i grawitacja stworzyła mi idealną niszę do egzystencji. Mam wszystko, czego mi potrzeba. Światłość mnie odżywia i wszystko wokół mnie. Echnaton nic nie wiedział ani o mnie, ani o Baflu, ani o kotce Węgiełce, ani o suce Lunie, ale wymodlił u egipskiego boga Atona światłość dla nas wszystkich.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R