Dlaczego Bafla nie ma w Siekierezadzie



Społeczność wsi, a co tam, wsi, świata, zachodzi w głowę, dlaczego obywatela Bafla nie ma w Siekierezadzie. Ja tego nie zauważyłem, dopiero jak z dziesięć razy usłyszałem zapytanie, to się rozejrzałem i rzeczywiście, nie ma go.

 

Zacząłem wypytywać co bardziej rozgarniętych. Adam, co nie robi nic, zeznał:

– Bafla wyrzucono za poglądy religijne. Jadł chleb ze smalcem z boczkiem w szabas.

– Adam, ja jeszcze mam napletek – obaliłem tę teorię.

Czesio elektryk przedstawił swoją:

– Baflo czeladnikiem jest u inżyniera Groszka. Przyucza się do zawodu jako samobieżny miernik elektryczny. Będzie wsadzał palce w gniazdka pod napięciem.

Karkołomną wizję przedstawił Arturo Inkubator. Z zazdrością wyznał, że Baflo awansował ze zmywaka na odpowiedzialne stanowisko interwencjonisty kałowego. To posada w naszej firmie istotna i egzystencjalna. Jeśli stwierdza się permanentne zasranie toalet, pada z głośników alarm:

– Interwencja kałowa w kabinie numer trzy!

I wówczas na sygnale wykwalifikowany pracownik biegnie z Domestosem, szmatami i wiadrem likwidować skażenie obiektu. Dzidek, nasz sąsiad w biznesach, twierdzi, że Baflo pracuje u niego społecznie, bawiąc gości ludzkich i odzwierzęcych. Tym pierwszym pierdoląc głupoty, a tym drugim dostarczając smakowite kąski. Jeśli o mnie chodzi, wystosowałem zapytanie oficjalne do Elona Muska, czy Baflo czasami nie leci już na Marsa w swoim czerwonym Audi z silnikiem V6, przerobionym domowym sposobem na elektryka.

 

Jak widzicie, nazbierało się trochę teorii. Jeśli ktoś spotkał obywatela Bafla, niech zapyta, gdzie jest i co robi, nawet jeśli nic nie robi. W naszej wsi jest to powód do dumy. Nicnierobienie jest przejawem najwyższej formy rozwoju duchowego i cielesnego. Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, cały świat szuka Bafla, by przywrócić go naszej umęczonej społeczności.

 

Powrót

                                                                                                                                                  R