Białe to nie kot, to demon
Bulba, czarna kocica z zielonymi oczyma, jest pierwszą obywatelką w naszym domu. Postać nietuzinkowa, ekscentryczna, humorzasta, wredna, aspołeczna. O ile Bulba, ochrzczona tak przez panie Ukrainki, które znalazły ją w ziemniakach w warzywniku siekierowym, zajmuje poczesne miejsce w „panteKoTnie” kotów zamieszkujących Biały Dom nad rzeką Solinką, to pierwszym kotem w tych murach był drewniak – metrowa rzeźba siedzącego kocura, wypatrzona przeze mnie na starociach w Cisnej. To on ściągnął pozostałe: Mici, Pici, Meridę i ostatnią kocicę, Kicię Piękną, która ma połowę umaszczenia w bieli. Bulba jej nienawidzi szczerze, twierdząc, że prawdziwe koty są czarne, a jeśli ktoś jest biały, to jest demonem, ohydnym. Obserwując to nieprzejednanie Bulby, jestem dumny z jej niezłomności, a zarazem przerażony, że można nienawiść wynieść do roli obowiązującej religii państwowej. My, człowieki, prawie się nie różnimy od kotów. No, może tym, że nie mamy takich zielonych oczu.
R