Baflo - władca pierścienia
W pewnych okolicznościach Baflo pozyskał od Anny Boleyn pierścionek, ta zaś po pewnym czasie upomniała się oń za pośrednictwem biura podawczego Siekiery. Miałem się zapytać władcy pierścienia jak to z tym precjozem było, ale właśnie tego dnia po Bafla przyleciał śmigłowiec, nie nie posiada on prywatnego statku powietrznego, to urządzenie latające cięższe od powietrza przybyło ratować Bafla od padaczki.
W nocy Baflo stawił się opuchnięty w Siekierze, pytam się:
- Słyszałem, że przyleciał po ciebie Nazgul i miałeś z nim dostarczyć pierścień Anny Boleyn do Mordoru, dlaczego nie wzbiłeś się na nim w przestworza?
- Nie zgodziłem się chcieli mnie wziąć, ale się nie zgodziłem - powtórzył kategorycznie Baflo.
- Jak już przylecieli to trzeba było wsiadać.
- A ja ich tam pierdolę z tym lataniem - podsumował władca pierścienia.
- Ten pierścionek to dostałeś w akcie zaślubin, czy jak? - pozwoliłem sobie na żartobliwą dywagację.
- Trochę inaczej było, ale mam go.
- To zrób coś żeby wrócił skąd przybył, bo Anna Boleyn się oń upomina, lepiej to zrób, bo Frodo jak go długo przetrzymywał to miał przejebane.
- Oddam, oddam - sapnął Baflo i wyszedł w noc ciśniańskiego nieba.
I nie wiem czy ten pierścień dla Bafla wielkim brzemieniem czy nie, ale raczej sam Baflo dla Bafla jest największym ciężarem...
R